Niemcy z bliska: konflikt w Pileckim, Nietan o Polsce. COSMO po polsku. 03.04.2025. 24:10 Min.. Verfügbar bis 03.04.2026. COSMO. Von Maciej Wisniewski.
Narasta konflikt między berlińskim oddziałem instytutu a centralą w Warszawie. Według nowego kierownictwa autonomia berlińskiej placówki jest zbyt daleko idąca. Warszawa chce też intensyfikacji pracy naukowej berlińskiego oddziału.
Oddział berliński jest oddziałem Instytutu Pileckiego i powinien w ścisły sposób z nim współpracować. Dotyczy to głównie opracowania wspólnych działań naukowych mówi w COSMO po polsku prof. Krzysztof Ruchniewicz, powołany w listopadzie dyrektor Instytutu.
Wcześniej niemcoznawca w wywiadzie dla PAP wytknął oddziałowi w Berlinie, że prowadził on działania niekonsultowane z centralą w Warszawie i że wśród jego ok. 30 pracowników nie ma nikogo na etacie naukowym.
W odpowiedzi zespół „berlińskiego Pileckiego” wysłał do ministry kultury Hanny Wróblewskiej list, w którym przedstawia sukcesy w promowaniu w Niemczech polskiej perspektywy historycznej. Nieoficjalnie pracownicy z Berlina, w anonimowych wypowiedziach dla mediów, zarzucają też dyrektorowi Ruchniewiczowi dążenie do zmian personalnych w niemieckiej placówce, a nawet blokowanie jej działań.
Ruchniewicz zdecydowanie zaprzecza, jakoby miał torpedować działania oddziału w Berlinie.
Do dzisiaj oddział berliński nie ma przyjętego budżetu, więc nie można mówić o blokowaniu czegokolwiek. Żadnych działań nie blokuję, wręcz przeciwnie, tam, gdzie jest to uzasadnione, gorąco je wspieram. zaznacza w rozmowie z COSMO prof. Ruchniewicz.
Szerokim echem odbił się też się wywiad z wiceministrem kultury Maciejem Wróblem, który w „Gazecie Wyborczej” z 25 marca zarzucił całemu Instytutowi Pileckiemu, że był synekurą dla ludzi PiS, a berlińskiemu oddziałowi – niewłaściwą politykę kadrową.
W odpowiedzi dyrektorka „berlińskiego Pileckiego” Hanna Radziejowska i jej zastępca Mateusz Falkowski, na łamach „Wyborczej” bronią dobrego imienia placówki. Piszą m.in, że nie są ludźmi PiS-u a wszyscy pracownicy zostali wyłonieni w otwartych konkursach,
Berlińskiego „Pileckiego” broni grono międzynarodowych berlińskich intelektualistów i ludzi kultury, którzy napisali petycję do minister kultury Hanny Wróblewskiej i szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego.
„Na początku były pewne uprzedzenia wobec berlińskiego oddziału instytutu, bo był instytucją rządu PiS i podejrzewano go o określone polityczne sympatie. Ale okazało się, że praca dyrekcji była ponadpartyjna, a instytut krok po kroku zdobył sobie ważne miejsce na mapie Berlina. Zawsze wspierał naszą inicjatywę budowy pomnika polskich ofiar w Berlinie. mówi w COSMO Florian Mausbach, pomysłodawca pomnika polskich ofiar wojny w Berlinie.
Inicjatorką innej petycji w obronie „berlińskiego Pileckiego” jest Irina Szulikina z działającej w Berlinie ukraińskiej organizacji Vitsche. Po W rosyjskiej agresji na Ukrainę to właśnie siedziba Pileckiego w Berlinie była miejscem, wokół którego gromadziła się ukraińska społeczność.
„To było symboliczne, że na początku wojny pierwszym miejscem, które wsparło naszą organizację i naszą ukraińską społeczność w Berlinie była polska instytucja. Ale Pilecki nie był tylko kulturalnym punktem, wokół którego zbierała się ukraińska społeczność w czasie potrzeby. Poprzez liczne dyskusje i wystawy wykonuje niezmiernie ważną pracę na rzecz historycznej analizy sowieckiego totalitaryzmu. Pokazuje nie tylko historię Polski i Niemiec, ale też innych państw wschodniej Europy”. podkreśla w rozmowie z Maciejem Wiśniewskim Szulikina.
Czy centrala w Warszawie weźmie pod uwagę te opinie przy ocenie funkcjonowania berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego? Posłuchaj podcastu z cyklu Niemcy z bliska. Zaprasza Maciej Wiśniewski.