Dietmar Nietan: Dopasujmy polsko-niemiecki traktat do wyzwań XXI wieku

Stand: 03.04.2025, 19:49 Uhr

„Polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie z 1991 roku nie jest zły, ale wymaga update’u. Liczę, że rządy niemiecki i polski będą miały odwagę zmienić traktat tak, by odpowiadał wyzwaniom XXI wieku” – mówi Dietmar Nietan. Niemiecki polityk kończy karierę parlamentarną, czy pozostanie koordynatorem ds. współpracy polsko-niemieckiej?

Niemcy z bliska: konflikt w Pileckim, Nietan o Polsce COSMO po polsku 03.04.2025 24:10 Min. Verfügbar bis 03.04.2026 COSMO Von Maciej Wisniewski

Download

Dietmar Nietan był z ramienia SPD deputowanym od 1998 roku, z przerwą w latach 2005 – 2009. Przez 12 lat był prezesem zarządu Federalnego Związku Towarzystw Niemiecko-Polskich. Od tamtego roku pełni funkcję koordynatora rządu federalnego ds. polsko-niemieckiej współpracy międzyspołecznej i transgranicznej. To właśnie Nietan zabiegał o zapisanie – po raz pierwszy w historii - środków na naukę języka polskiego w Niemczech w budżecie federalnym.

Maciej Wiśniewski: Tydzień temu odbyło się inauguracyjne posiedzenie nowej kadencji Bundestagu. Nie żal Panu, że już Pana tam nie było?

Dietmar Nietan: Nie, nie żałuję tego. To była moja własna decyzja, aby nie kandydować ponownie w tych wyborach do Bundestagu po tym, jak po raz pierwszy wszedłem do parlamentu w 1998 roku. I nie żałuję jej. Nawet jeśli oczywiście zdarzają się chwile tęsknoty, kiedy mówię sobie: cóż, chciałbym być tam ponownie.

Dlaczego po ponad 20 latach kariery parlamentarnej zdecydował Pan, że nie będzie kandydował w ostatnich wyborach?

Jest taki piękny fragment w Starym Testamencie, który mówi: na wszystko przychodzi czas. I jeśli, tak jak ja, było się zawodowym politykiem przez prawie dwie i pół dekady, wykonując pracę parlamentarną, to kiedyś nadchodzi moment, kiedy trzeba zrobić coś innego, coś nowego. Dlatego było dla mnie jasne, że nie będę już kandydował w wyborach do Bundestagu w 2025 roku.

Teraz skupiam się na tym, co wciąż robię. Nadal jestem koordynatorem rządu federalnego ds. stosunków polsko-niemieckich. Nadal jestem członkiem kuratorium Fundacji Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość. Nadal jestem niemieckim współprzewodniczącym rady kuratorów Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży Auschwitz w Oświęcimiu. Nadal też mam dużo roboty jako skarbnik SPD, nadal jestem członkiem kierownictwa partii. Nie będę się nudził. I pozostanę zaangażowany w rozwój stosunków polsko-niemieckich, nawet jeśli nie jestem już posłem do parlamentu.

W dalszym ciągu pełni Pan funkcję koordynatora niemieckiego rządu ds. współpracy z Polską. Ale nadchodzi nowy rząd. Czy nie jest tak, że stanowisko koordynatora sprawuje poseł obecnego Bundestagu?

Rzeczywiście w ostatniej kadencji rząd „koalicji świateł” zdecydował, że pełnomocnicy w MSZ-cie powinni być deputowanymi do Bundestagu. Ale wcześniej tak nie było. Moimi poprzednikami na urzędzie byli na przykład Dietmar Woidke - premier Brandenburgii, który nigdy nie był posłem do Bundestagu. Gesine Schwann była koordynatorką przez długi czas - ona również nigdy nie była posłanką do Bundestagu.

Nowy rząd CDU/CSU i SPD może swobodnie decydować o kryteriach, według których mianuje koordynatorów. Czekam na tę decyzję z pewną dozą ekscytacji, ale też z pewną dozą pokory.

Ale chciałby Pan nadal pełnić tę funkcję?

Gdybym został zapytany, czy chciałbym moją pracę kontynuować, odpowiedziałbym, że tak. Ponieważ od 25 lat czerpię przyjemność z pracy w kontekście polsko-niemieckim. I ostatecznie nie ma znaczenia, czy pozostanę na stanowisku koordynatora, czy będę robił coś nowego. Poczekajmy więc i zobaczmy, co stanie się z moim stanowiskiem koordynatora. Ale nadal będę zaangażowany w stosunki polsko-niemieckie w ten czy inny sposób.

Za Pana kadencji już raz wiele osób miało nadzieję na nowe otwarcie w relacjach polsko-niemieckich, kiedy w Polsce do władzy doszedł Donald Tusk. Tego nowego początku jednak nie było. Czyli liczy Pan, że tym razem zmiana władzy w Niemczech może być nowym impulsem dla bilateralnych stosunków?

Mam wielką nadzieję, że nowy rząd federalny da silniejszy impuls do poprawy stosunków polsko-niemieckich niż rząd „koalicji świateł”. Szczerze mówiąc, nie stało się tak dlatego, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy w tamtym rządzie nie było zaangażowanych ludzi, którzy chcieli rozwijać stosunki polsko-niemieckie. Zarówno kanclerz, jak i pani minister spraw zagranicznych byli bardzo zainteresowani intensywniejszą i lepszą współpracą z polskim rządem niż miało to miejsce wcześniej. Okoliczności były trudne. Podam przykład - w rządzie koalicyjnym był właściwie konsensus, że należy rozszerzyć współpracę z Polską, szczególnie w obszarze obronności i bezpieczeństwa. Ostatecznie jednak nie miało to miejsca, ponieważ rząd uwikłał się już w spór budżetowy z ówczesnym ministrem finansów Christianem Lindnerem. Pakiet w dziedzinie polityki bezpieczeństwa czy np. wyraźny finansowy gest humanitarny wobec wciąż żyjących ofiar niemieckich zbrodni w Polsce – wszystko to padło ofiarą sporów o budżet, a nie niechęci do działania kanclerza czy szefowej dyplomacji.

Mam wielką nadzieję, że nowy rząd federalny nie będzie już miał takich ograniczeń i rozpocznie swoją pracę z jasnym kompasem, a także z jasnymi priorytetami. Dlatego liczę na to, że w relacjach polsko-niemieckich zrobimy krok naprzód.

Wspomniał Pan o zadośćuczynieniu polskim ofiarom. Według nieoficjalnych informacji tymczasowy pomnik polskich ofiar wojny powinien stanąć w Berlinie jeszcze przed 8 maja – 80 rocznicą zakończenia drugiej wojny światowej. Czy tak się stanie?

Biorąc po uwagę informacje, które posiadam, jestem optymistą, że stanie się to do 8 maja. Wie Pan, jak to jest. W Niemczech na wszystko potrzebne jest pozwolenie. To nie tylko decyzja Senatu Berlina, który pod rządami burmistrza Wegnera zapewnia ogromne wsparcie dla tego projektu. Federalna pełnomocniczka ds. kultury również wspiera ten projekt. Ale teraz musimy również spełnić kryteria formalne.

Jestem bardzo optymistycznie nastawiony i byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby ten tymczasowy pomnik stanął. Ponieważ mam nadzieję, że ten fakt wywarłby presję na nowy Bundestag i nowy rząd, aby zapewnić szybką realizację stałego, dużego pomnika, jakim byłby Dom Polsko-Niemiecki. Żeby ten tymczasowy pomnik pozostał tymczasowym pomnikiem tylko przez krótki czas i możliwie szybko zastąpiony został przez prawdziwy pomnik.

Tymczasem na razie problematyczna we wzajemnych stosunkach może okazać się kwestia cofania migrantów z granic, która omawiana jest podczas negocjacji koalicyjnych między chadecją a socjaldemokratami. Niemcy chcą ich zawracać „w porozumieniu” z krajami sąsiednimi, w tym z Polską, ale nie wiadomo dokładnie, co to ma oznaczać. Podobno trwają na ten temat poufne rozmowy ze stroną polską. Czy jako koordynator ds. współpracy może Pan to potwierdzić?

Zakładam, że istnieją takie nieformalne dyskusje, nie zostałem jednak o nich poinformowany. Ale wie Pan, że nawet kiedy rząd „koalicji świateł” rozpoczął kontrole graniczne, byłem wobec tej inicjatywy bardzo krytyczny.

Mam wielką nadzieję, że to zdanie, które teraz pojawia się w dokumencie z rozmów koalicyjnych: „zrobimy to tylko w porozumieniu z naszymi sąsiadami”, zostanie również potraktowane poważnie. Musimy chronić zewnętrzne granice Unii, ale potrzebujemy też funkcjonującego systemu, który nie będzie całkowicie pomijał podstawowego prawa do azylu. Potrzebujemy też funkcjonującej strefy Schengen.

Dlatego mam nadzieję, że nowy niemiecki rząd będzie współpracował z polskim rządem, aby wypracować rozwiązania na szczeblu europejskim. Bo nie możemy stawić czoła wyzwaniom związanym z migracją w pojedynkę jako państwa narodowe, nie poprzez zamykanie granic, ale tylko poprzez współpracę.

Powróćmy jeszcze na koniec do spraw bilateralnych. Może impulsem w stosunkach polsko-niemieckich powinien być nowy traktat, co zaproponował prawdopodobnie przyszły kanclerz Friedrich Merz przy aprobacie strony polskiej. Czy Polska i Niemcy potrzebują nowego traktatu?

Nie sądzę, by Polska i Niemcy potrzebowały nowego traktatu w tym sensie, że stary jest zły. Ale potrzebują go, jak to się mówi we współczesnym języku niemieckim, bo istniejący traktat wymaga update’u.

Po 60. latach obowiązywania traktatu elizejskiego z Francją podpisaliśmy traktat z Akwizgranu, co nie oznacza, że traktat elizejski był zły lub całkowicie dysfunkcjonalny. Ale oczywiście wiemy, że po latach świat wygląda zupełnie inaczej. I jeśli w przyszłym roku będziemy mieli 35. rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, to naszą ambicją powinna być aktualizacja tego traktatu w szybszym tempie niż to było w przypadku traktatu z Elysee.

Bardzo liczę na to, że rządy niemiecki i polski będą miały odwagę przeanalizować istniejący traktat i zmienić go tak, by odpowiadał wyzwaniom XXI wieku. I z pewnością kwestia naszej wspólnej wolności i naszego wspólnego bezpieczeństwa w Europie, nie tylko w zakresie obronności, ale także w odniesieniu do wojny hybrydowej, do bezpieczeństwa infrastruktury i ludzi, będzie musiała zostać uwzględniona. W tych obszarach potrzebujemy nowych impulsów i mam wielką nadzieję, że uda nam się osiągnąć coś nowego, coś bardziej daleko idącego.

Dziękuję za rozmowę